Syria 1979 rok cz.I

Syria od dłuższego już czasu znajduje się w centrum uwagi światowej. Dziś to kraj w znacznym stopniu zniszczony, dziesiątki tysięcy ofiar i niepoliczalna ilość uciekinierów, którzy stanowią główny składnik lawiny uchodźców wlewających się do Europy. W konflikcie zaangażowanych jest wiele stron a w tle, o którym w ogóle nie mówi się głośno, tkwią nieprawdo-podobnie bogate złoża ropy naftowej, która zalega pod szelfem wschodniej części Morza Śródziemnego. Apetyt na eksploatację tych złóż ma jak, można sądzić, wiele państw, nie wyłączając Rosji, dla której uruchomienie wydobycia w bezpośredniej bliskości głównego odbiorcy czyli Europy, będzie ciosem stawiającym pod znakiem zapytania opłacalność eksploatacji własnych złóż w północnej Syberii i kosztowny transport ropy do Europy. Wydaje się, że ten sam motyw, który kieruje Rosją w jej próbach podtrzymania wojny w Syrii, stoi za konfliktem z Ukrainą. Wszak na Morzu Czarnym w bliskości Odessy odkryto złoża ropy. Uruchomienie wydobycia z tych złóż uniezależniłoby Ukrainę od Rosji a zarazem część południowo-wschodniej Europy, która też jest zależna od ropy i gazu pozostającego pod kontrolą Rosji.

Wracając do Syrii. Latem 1979 roku spędziłem tam kilka wakacyjnych tygodni, zwiedzając ten piękny kraj posługując się nieźle funkcjonującym wtedy autostopem. Z głębokim żalem czytam teraz o ofiarach, rannych i uchodźcach, o zniszczonych miastach i zabytkach, które miałem szczęście zwiedzić. Tereny dzisiejszej Syrii, będące pomostem pomiędzy cywilizacjami Dwurzecza, Egiptu, Anatolii i Grecji stały się prawdziwą prakolebką cywilizacji europejskich.

Na granicy turecko-syryjskiej spotkaliśmy studencką grupę z Rumunii. Opuszczali Syrię pełni złych wspomnień, pretensji i żalu. Odradzali wjazd, bo na pewno nasz 2-osobowy zespół spotka tam coś złego. Musieli mieć pecha lub nie zachowali zdrowego rozsądku, bo i w Turcji i w Syrii w latach 70, spędziłem trochę czasu zaglądając w odległe kąty, gdzie Europejczyków dotąd nie widywano i stwierdzam z całą stanowczością, że nigdzie nie spotkałem się z objawami niechęci czy agresji. Wręcz przeciwnie, mam wyłącznie dobre wspomnienia z kontaktów z Turkami, Syryjczykami czy Kurdami. Uwaga dotyczy nie tylko kontaktów ze "zwykłymi" ludźmi, ale i przedstawicielami władzy, np. tak ważnymi dla turysty jak pogranicznicy. Pewnego razu wracając z Turcji po ponad miesięcznym pobycie (wizy tureckie wydawano wtedy na 2 tygodnie) liczyliśmy się z możliwymi kłopotami na granicy. Dyskusja związana z nieważnymi wizami skończyła się biesiadą w wagonie z udziałem całej obsługi oficerskiej przejścia granicznego a do Bułgarii wjechaliśmy obładowani jakimiś ciastami, pomarańczami i pamiątkami. Znaliśmy oczywiście wiele słów tureckich, kalecząc język i posługując się gestami potrafiliśmy przekonać "głównodowodzącego", że to piękno jego kraju nas zatrzymało a gdy okazało się, że byliśmy też w jego mieście rodzinnym, Erzurum i opisaliśmy jego zabytki, lody były przełamane!

Zwiedzanie Syrii rozpoczęliśmy od krótkiej odsapki w koło Tartusu. Woda morska - 27 stopni, można kąpać się praktycznie cały dzień. Zrobiliśmy wypad do Maluli, pięknie położonego pod szczytem góry niewielkiego miasteczka, zamieszkałego przez któryś z odłamów wschodnich chrześcijan oraz do zamku jak z dziecinnych wyobrażeń. Na szczycie wzniesienia, a mimo to otoczony głęboką fosą zachował się w bardzo dobrym stanie obiekt z epoki wojen krzyżowych - Krak de Chevaliers. Zamek zaczęto budować na początku XI wieku, potem w 1142 roku niedokończony obiekt przejęli Joannici. W 1271 roku zamek został zdobyty przez wojska sułtana kairskiego po miesięcznym oblężeniu i wielu krwawych szturmach, choć załoga liczyła zaledwie 150 rycerzy. Świadczy to o walorach fortyfikacji. Zamek to wielokąt około 220x140 m. Z trzech stron mury wznoszą się nad stromymi skarpami, z czwartej strony, od południa, umocnienia są najbardziej rozbudowane z racji braku naturalnych przeszkód. Między pierwszy a drugim pierścieniem murów wykonano fosę, zasilaną akweduktem w wodę pozyskiwano ze źródła na stoku zbocza. Ponad fosą wyrasta 26 metrowa cytadela. Od wschodu znajduje się zespół bramny, jedynego miejsca, którym można dostać się do środka zamku. Od bramy prowadzi długi korytarz, przechodzący w jeszcze dłuższy tunel załamujący się dwukrotnie pod kątem 180 stopni, by wreszcie wyprowadzić na dziedziniec. Otwory i strzelnice w ścianach tunelu pozwalały razić wroga, który przełamałby obronę bramy. Liczne pomieszczenia, sale, kaplica zamkowa mają w murach otwory strzelnicze.

W Tartusie korzystaliśmy z gościny Syryjczyków, u których spaliśmy w ogrodzie domu wakacyjnego zlokalizowanego tuż przy plaży. Był tam kran z wodą, biwakowaliśmy bez namiotu pod drzewem. Cień! Cień! Kolacje z Syryjczykami jedliśmy na tarasie domu, napawając się widokiem zachodzącego słońca. Nasz gospodarz był przedsiębiorcą budowlanym, miał jedną żonę i dwie rozchichotane córki, całkowicie odbiegające od moich wyobrażeń o statecznych Arabkach!

Nasz Syryjczyk podrzucił nas samochodem do drogi wiodącej przez Pustynię Syryjską do oazy Tadmor, na skraju której znajdował się nasz kolejny cel - Palmyra.

Machamy pierwszemu nadjeżdżającemu samochodowi. Co to? Łada? Zatrzymuje się, jedziemy, przecież mu machnęliśmy! W środku dwoje młodych mężczyzn, pomagają nam władować plecaki, rytualna rozmowa globtrotterska w języku angielskim. Po chwili konsternacja, ogólna. Młodzi ludzie rozmawiają miedzy sobą po polsku! Trafiliśmy na socjalistyczny high-life dyplomatyczny. Kierowca, syn ambasadora w Syrii, u ojca na wakacjach, zaprosił kolegę szkolnego, syna ambasadora w Indiach na wspólny pobyt. Tyz piyknie! Młodzieńcy mieli w samochodzie chłodziarkę z napojami, z których chętnie i często korzystaliśmy.

Do przebycia mamy ponad 250 kilometrów pustyni. Jest bardzo gorąco a suche powietrze sprawia, że człowiek nie poci się, natychmiast obsycha. Opuszczenie samochodu bez obuwia grozi poparzeniem stóp. Nagle szok! Wjeżdżamy na niewielki pagórek a kotlina poniżej wypełniona jest poruszającymi się wolno dromaderami. Są ich setki! Nie są obciążone ładunkiem, widać przechodzą do nowego wodopoju, na nowe pastwiska. Zauroczeni stoimy koło samochodu a wielbłądy idą spokojnie tuż koło nas. Nigdy tego widoku nie zapomnę. Wreszcie stado przechodzi a my docieramy do oazy Tadmor.

Obfite źródło wody oraz istnienie oazy wokół niego zostało odnotowane już w XVIII wieku p.n.e.! Oaza nie jest naszym celem, ale ulokowany na skraju oazy kompleks starożytnych ruin, które znane są pod pradawnym mianem Palmyra. Jest wczesne popołudnie, rozdzielamy się, jutro wrócimy razem do Damaszku. Nasi przygodni znajomi zanocują w hoteliku, my wolimy pod gołym niebem, wśród ruin, to o wiele ciekawsze. Palmyra to jeden z najciekawszych, najlepiej zachowanych zespołów mieszkalno-pałacowych w otoczeniu Morza Śródziemnego.

Początki osady sięgają XX wieku p.n.e. a oaza Tadmor wspomniana jest bodaj dwukrotnie w Starym Testamencie. Zamieszkana była przez plemiona semickie, z czasem wyparte przez koczowniczych Arabów. Osada zaczęła bogacić się, korzystając z dogodnego usytuowania na szlaku karawan przenoszących towary pomiędzy Eufratem a miastami portowymi znad Morza Śródziemnego. Tadmor w czasach rzymskich zmienił nazwę na Palmyra, stał się miastem. Znaczenie Palmyry było tak duże, że w 217 roku uzyskała rangę kolonii, co zrównało status mieszkańców z mieszkańcami Rzymu w zakresie ochrony prawnej oraz zwolniło ich od płacenia podatków. Z tego okresu świetności pochodzą m.in. agora, termy oraz teatr. Apetyty oraz ambicje mieszkańców rosły i w II połowie III wieku korzystając z osłabienia Rzymu, miejscowy władca Odenat a później jego żona Zenobia, prowadzili politykę zmierzającą do zerwania formalnych więzów łączących Palmyrę z Rzymem. Cierpliwość Rzymu wyczerpała się i w 272 roku legiony cesarza Aureliana pokonały wojska Zenobii i obległy miasto. Zenobia odrzuciła proponowane warunki kapitulacji i w końcu zbiegła z otoczonego miasta na dromaderze. Nad Eufratem została pojmana przez pogoń rzymską. Zryw wolnościowy zakończył się klęską, zniszczeniem miasta a Zenobię przewieziono do Rzymu, gdzie prowadzono ją w triumfie ulicami miasta. Przebywała potem aż do śmierci w Tyburze (dzisiejsze Tivoli) koło Rzymu.

Mimo odbudowy Palmyra nie odzyskała dawnego znaczenia. Stacjonowały tu legiony rzymskie, potem wojska Bizancjum i Omajjadzi. Dzieła zniszczenia dokonało trzęsienie ziemi w 744 roku; Palmyra egzystowała jako oaza-wieś na skraju ruin. Renesans zainteresowania Palmyrą to XVIII wiek; rozpoczynają się pierwsze prace badawcze i archeologiczne.

Kompleks ruin Palmy liczy blisko 50 ha. Najciekawsze z pamiątek architektonicznych z dawnych czasów to:

  • łuk monumentalny z kolumnadą
  • świątynia Baalszamina, boga deszczu z I wieku
  • resztki teatru
  • tzw. obóz Dioklecjana
  • Dolina Grobów na zachód od miasta z wolnostojącymi wieżami grobowymi z I-II wieku

Jacek Swałtek