Szukając materiałów do świątecznego Biuletynu natrafiłem na zbiór kilkunastu austriackich pocztówek z czasów Wielkiej Wojny, których motywem ilustracyjnym była wojna w Dolomitach. Niech ten pretekst posłuży do przypomnienia mało znanego drugorzędnego frontu Wojny, choć starcia walczących stron były zacięte i krwawe. Z jednej strony dość liczna armia włoska, słabo wyszkolona i wyposażona, ze słabą motywacją do walki, z drugiej strony armia monarchii habsburskiej, mniej liczna, z brakami w zaopatrzeniu wojennym.

Włosi początkowo nie kwapili się do wojny z odwiecznym wrogiem- Habsburgami. Korciło ich jednak zdobycie Triestu i Tyrolu oraz Dalmacji, czyli powrót do XIX-wiecznej idei włączenia do "macierzy" ziem zamieszkanych przez Włochów. Dopiero obietnica złożona przez Ententę, że za udział w wojnie zostaną wynagrodzeni tymi terenami a także terytoriami w Afryce, skłoniła ich do opowiedzenia się po stronie Ententy. Przyszły dowódca armii włoskiej generał Cadorna pisał: Wojna jest nam potrzebna, aby odrodzić naród. Może to być tylko wojna z Austro-Węgrami, bo to jedyny przeciwnik zdolny naród skonsolidować".

3 maja 1915 roku Włochy wystąpiły z Trójprzymierza, 23 maja oficjalnie wypowiedziały wojnę Austro-Węgrom.

Granica między państwami wiodąca grzbietami Dolomitów liczyła około 600 km. Niekorzystne dla atakujących ukształtowanie terenu wymusiło skupienie natarcia w rejonie dolin rzecznych, takich jak Piawa i Isonzo (obecnie słoweńska Socza). Mimo ilościowej przewagi armii włoskiej, ok. 650 tys. żołnierzy z 1800 działami przeciwko 230 tys. żołnierzy c.k. monarchii z 640 działami (dowodził Chorwat gen. Svetozar Boroevic von Bojna), warunki terenowe ułatwiające obronę w górach sprawiły, że do 1917 roku nad rzeką Isonzo stoczono 11 bitew. Włochom nie udało się przełamać obrony. W ostatniej wprawdzie bitwie Włosi zbliżyli się na odległość 20 km od Triestu, ale zostali zatrzymani przez c.k. armię wspomaganą przez posiłki niemieckie. 21 października 1917 roku wojska niemiecko-austriackie przeszły do kontrataku w rejonie miasta Caporetto. 14 Armia włoska załamała się i ofensywa zamieniła się w pogrom. Zdemoralizowani, głodni żołnierze włoscy masowo poddawali się, wojska austriackie posuwające się z szybkością 20 km dziennie, co jak na I wojnę światową było ewenementem, oskrzydliły Włochów pod Caporetto. Włosi wycofali się na linię rzeki Piawa, 110 km od Isonzo. Zmiana dowódcy włoskiego na gen. Diaza pozwoliła uspokoić armię i doprowadzić do tego, że linia Piawy została utrzymana, mimo ataków niemieckich, do końca wojny.

Bitwy kosztowały armię włoską prawie 700 tys. zabitych, rannych i zaginionych, niemiecko-austriacką ok. 300 tys. żołnierzy.

Mój dziadek, Jan Dylowicz, walczył w pułku bocheńskim nad Isonzo, dotarł nad Piawę. Obsługiwał karabin maszynowy, nie odniósł ran. Wspominając, nisko oceniał walczące strony: "Armia włoska istniała po to, by Austriacy mogli wreszcie z kimś wygrać!"

Trudno mu odmówić racji, bo animuszu, umiejętności i zaopatrzenia brakowało c.k. armii w starciach, czy to z Rosjanami (Limanowa, Gorlice) czy Włochami (Isonzo, Caporetto). Zwycięskie bitwy wydatnie wspomagali Niemcy.

Warto przeczytać:
Andy West - Historia I wojny światowej-Świat Książki, 2003
Andrzej Chwalba-Samobójstwo Europy, Wyd. Literackie,2014

Pocztówki zamieszczone są w "Galerii zdjęć". Przyglądając się kolorowym wyobrażeniom wojny w urzekających pięknem Dolomitach, warto zwrócić uwagę na trudny teren, w jakim poruszali się i walczyli żołnierze. Strome bezdroża, często ośnieżone, niska górska temperatura, lawiny, skrajnie trudne warunki zaopatrzenia, wciąganie armat na wysokogórskie pozycje…

JS