Mija XV. rocznica śmierci Maćka Szumowskiego

Maciej Szumowski (ur. 18 kwietnia 1939 w Krakowie, zm. 2 lutego 2004 tamże; jest pochowany na cmentarzu Rakowickim kw. XXVIIIc rz. 1 m. 36), wybitny dziennikarz, dokumentalista filmowy.

Maciej Szumowski był uhonorowany Medalem „Dziękujemy za wolność”

Zamieszczam wspomnienie o Maćku jakie napisał onegdaj Jerzy Sadecki.

Wspominam Maćka

A my, reporterzy "GK" z lat 1980 -1981, uwierzyliśmy w głęboki sens dziennikarskiej misji - na nowo i naprawdę uczyliśmy się zawodu. Te kilkanaście miesięcy pierwszej "Solidarności" przeżyliśmy niczym w transie, szczęśliwi z tego co mogliśmy pisać, przyczyniając się do dialogu władzy i "Solidarności".

Legitymacja dziennikarza "GK" otwierała nam każde drzwi, czuliśmy zaufanie i życzliwość czytelników.
Myślę o tym, gdy dziś przeglądam trzy tomy zszywek z numerami "Gazety Krakowskiej" od sierpnia 1980 do 13 grudnia 1981 r. I wspominam przede wszystkim Macieja Szumowskiego - nieżyjącego już od ponad sześciu lat - redaktora naczelnego "Krakowskiej", twórcę zmian, jakie dokonały się w tej gazecie po Sierpniu 1980 r.

W listopadzie mija 30 lat, gdy Maciek przejął ster "Gazety Krakowskiej". Na tę funkcję rekomendował go dotychczasowy naczelny Zbigniew Regucki, który przeszedł na stanowisko kierownika kancelarii I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR Stanisława Kani. Nowy naczelny, który od dawna współpracował z "Krakowską" pisząc mądre i przenikliwe felietony, obejmował zespół nieźle przygotowany do nowych wyzwań. Regucki, uznawany za świetnego szefa, zgromadził dobrych reporterów, uczył ich myślenia, ścisłego związku z czytelnikiem, hołubił reportaż literacki. Odchodził serdecznie i z żalem żegnany przez dziennikarzy.

W pierwszej chwili wielu z nas dość sceptycznie myślało o Szumowskim jako naczelnym. Znaliśmy jego znakomite reportaże telewizyjne, świetne felietony. Ale trudno było sobie wyobrazić go jako surowego szefa, który twardą ręką trzyma redakcję. Był dla nas bardziej kumplem, luzakiem w wyciągniętym starym swetrze, refleksyjnym intelektualistą, z którym zawsze można pogwarzyć przy kawie i dla którego czas nie zawsze się liczył.

Zaskoczył wszystkich energią, wewnętrzną siłą, zorganizowaniem, odwagą i nową wizją gazety. Zyskiwał tym niewymuszony autorytet. Co ważne: zawsze wyprzedzał nas w myśleniu. Dzięki swej niebywałej wrażliwości i talentowi był wciąż o dwa kroki przed nami.

Szybkie reagowanie
"Krakowska" przestała być w istocie regionalną gazetą. Naczelny stworzył dział "szybkiego reagowania", z młodymi reporterami, którzy jeździli po kraju opisując największe konflikty i wydarzenia. Szumowski czekał na takie materiały i potrafił doskonale je docenić i wyeksponować w gazecie. Zatrzymał o trzeciej w nocy maszyny, aby wrzucić na łamy informację reportera o bezprecedensowej mediacji delegacji Episkopatu podczas strajku w Bielsku-Białej. Żadna gazeta nie miała jej tego dnia.

Gdy w marcu 1981 r. po pobiciu działaczy "Solidarność" wybuchł groźny konflikt bydgoski, Szumowski kazał mi tam jechać. Jako jedyna gazeta codzienna w Polsce "Krakowska" opublikowała wtedy własną obszerną relację o tym, czego dowiedziałem się na miejscu.

Naczelny zderzył ją z wersjami wydarzeń opisanymi przez Polską Agencję Prasową oraz w raporcie Wojewódzkiej Rady Narodowej. Jak tego dokonał? Zręcznie przekonywał i naciskał w nocy na partyjnych decydentów i cenzorów, by się na to zgodzili. Skutek był piorunujący: zderzenie trzech relacji obnażyło mechanizm prowokacji bydgoskiej. A gdy ukazała się gazeta, przed kioskami ustawiały się ogromne kolejki.

Czytelników zaskakiwaliśmy co rusz. Wywiadem z I sekretarzem KC PZPR Stanisławem Kanią, zagadniętym przez reporterów "GK" w czy Gdańsku - co wcześniej było nie do pomyślenia w polskiej prasie. Żywymi i pełnokrwistymi reportażami ze strajków, zjazdu "Solidarności", a nawet z obrad plenum krakowskiego komitetu, czy też przeciekami z kuluarów i zamkniętej części obrad IX Nadzwyczajnego Zjazdu PZPR.

Informacje, ale własne
Z gazety zniknęły kolorowe ozdobniki, fotki dziewcząt, dzieci, zwierząt, egzotycznych krajów, które w latach siedemdziesiątych miały uatrakcyjniać partyjne pisma. W koszu lądowały nudne i napuszone depesze PAP. Dominowały relacje własnych reporterów.

Nad kształtem gazety do późnych godzin nocnych pracowali redaktorzy z sekretariatu redakcji, wspierani głównie przez Dorotę Terakowską - żonę Szumowskiego, świetną reporterkę (później znaną pisarkę), która odkryła w sobie wielki talent szybkiej, błyskotliwej adiustacji tekstów i wymyślania tytułów. A te były odważne, publicystyczne, często przebiegające przez całą stronę. Nikt wcześniej tak nie robił.

Do późnej nocy w redakcji siedział też Szumowski. Wszyscy pamiętają go jak z papierosem i szklanką kawy (nigdy nie wyjmował z niej łyżeczki) ślęczy nad kolumnami, zmienia tytuły, podrzuca nowe pomysły.

Po pierwsze: dialog
"Krakowska" tamtych czasów to przede wszystkim forum wymiany poglądów i dialogu władzy ze społeczeństwem. Oddaje swe łamy na wielkie debaty, jak zmieniać Polskę w każdej niemal dziedzinie. Zabierają głos naukowcy, politycy, związkowcy, ludzie kultury. Wielkie i znane nazwiska. Gazeta z determinacją popiera zarówno "Solidarność" jak i liberałów partyjnych. Wzywa wciąż do dialogu.

- "Krakowska" uczestniczy w myśleniu i skłania nas do myślenia.

Szumowski stworzył gazetę odwołując się do krakowskich tradycji dyskusji i refleksji - ocenia wówczas mistrz reportażu Ryszard Kapuściński.
Taki styl Szumowskiego entuzjastycznie przyjmują czytelnicy. Ogromną strugą płyną do redakcji listy od nich. Nigdy wcześniej tak dużo ich nie było. Współredagują gazetę, bo ich opinie i przemyślenia często pojawiają się na łamach.

Drukarze na lewo drukują dodatkowe egzemplarze, które kolejarze wożą do Warszawy, Gdańska i innych miast, sprzedając po czarnorynkowych cenach. Solidarność z Huty Lenina grozi strajkiem, gdy beton partyjny chce usunąć Szumowskiego ze stanowiska. Taki styl redagowania "Krakowska" utrzymuje aż do ogłoszenia stanu wojennego, który kładzie kres gazecie Szumowskiego.

Gdy przeglądam stare zszywki "GK" przypomina mi się film, jaki w 1981 roku zrobiła o Maćku krakowska telewizja. W otoczeniu swojej rodziny mówi on, że chciałby zrobić coś takiego, by pozostała po nim fotografia tych czasów, jego szarpania się o prawdę.

Pożółkłe strony "Krakowskiej", a także jego filmy dokumentalne zaświadczają, że mu się to udało.

Jerzy Sadecki


Maciej Szumowski (ur. 18 kwietnia 1939 w Krakowie, zm. 2 lutego 2004 tamże; jest pochowany na cmentarzu Rakowickim kw. XXVIIIc rz. 1 m. 36), wybitny dziennikarz, dokumentalista filmowy.

W latach 1980–1981 był redaktorem naczelnym Gazety Krakowskiej, zamkniętej po wprowadzeniu stanu wojennego. „Krakowska”, pomimo cenzury i faktu, że oficjalnie była organem prasowym Komitetu Wojewdzkiego PZPR, utrzymywała najbardziej liberalny kurs na owczesnym rynku prasowym. Swoje zdanie mogli zaprezentować w niej również działacze „Solidarności”, co powodowało, że tytuł ten znikał błyskawicznie z kiosków i sprzedawany był po wielokrotnie wyższej cenie niż oficjalna, również w innych miastach. Po odsunięciu z redakcji zajął się reportażem, również telewizyjnym. W 1989 roku był zaangażowany w tworzenie Krakowskiego Komitetu Obywatelskiego a także szefem kampanii wyborczej „Solidarności" w Małopolsce,

Laureat dziennikarskiej nagrody im. B. Prusa przyznawanej przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

Był żonaty, miał dwójkę dzieci i wychowywał córkę swojej żony z pierwszego małżeństwa. Jego żoną była pisarka i dziennikarka Dorota Terakowska.