.. drobna kobieta o wielkim sercu, człowiek Solidarności, chociaż nigdy jej członkiem nie była.
Śp. Anna Duda ur. 29.10.1933 r., zm. 20.01.2019 (spoczęła na Cmentarzu Rakowickim kw. XCIII rz.11 m. 28).


Poniżej zamieszczam swoje osobiste wspomnienie

Pani Haneczka,

Rodzina mojej żony przyjaźniła się z Haneczką od końca lat 50 ub. wieku, bywała w Rożnowie, ze swoimi dziećmi, a potem wnukami. Ja sam poznałem Haneczkę w 1979 roku i przeżyliśmy wspólnie niezwykle trudne, a jednak niezapomniane lata '80. Bywała z nami w najważniejszych chwilach naszego życia, wychowywała naszą córkę Karolinkę, u niej bywała moja żona gdy byłem sądzony i siedziałem w więzieniu, u niej były chrzciny córki. Do Jej domu przyszedłem po rozbitym strajku 16 grudnia 1981 r. i stamtąd wychodziliśmy się ukrywać razem z Jankiem Ciesielskim i Staszkiem Handzlikiem. U niej w domu przeżywaliśmy tragedię śmierci naszych rodziców, ale także śmierć Ryszarda Smagura, który zginął tuż obok jej domu 3 maja 1983 roku.
Tam były spotkania, narady, punkt kontaktowy dla ogromnej ilości ludzi Solidarności i opozycji, Któż tam nie bywał: Jacek Kuroń, Adam Michnik, Jacek Federowicz, Władysław Frasyniuk, Marian Jurczyk, miejscowych działaczy po prostu trudno wymienić, wspomnę tylko nieżyjących dr. Janusza Kutybę i Kazimierza Fugla. Ona utrzymywała kontakty z ks. Władysławem Palmowskim i ks. Tadeuszem Zaleskim.
Po 1989 roku , była jedna z pierwszych osób, które pragnęliśmy wyróżnić. Gdy podczas 20. rocznicy "Solidarności" nikt nie kwapił się aby zorganizować obchody, urządziliśmy prywatne obchody podczas których Haneczka była uhonorowana w sposób szczególny, bowiem doskonale czuliśmy, że taka jej postawa to kwintesencja solidarności oraz empatii.
O tym jakim była człowiekiem, świadczy choćby fakt, kilkudziesięcioletniej opieki nad Jurkiem Waszkiewiczem, niepełnosprawnym umysłowo synem sąsiadki, przedwojennej komunistki (ja sam, ukrywałem się u niej dwie noce). Gdy umarła jego matka adoptowała Jurka, a gdy już nie była w stanie się opiekować, znalazło się miejsce dla Jurka w Radwanowicach u ks. Zaleskiego.
Pani Haneczka, aby dorobić, przez wiele lat pracowała w domu państwa Kernów. Jerzy Ludwik bardzo Ją polubił, a po jego śmierci wciąż pomagała Pani Marcie Stebnickiej, chociaż sama już była słaba i chora.

Nasza przyjaźń przetrwała wszystko, przeszła na nasze dzieci i ich rodziny, a to niezwykłe. Gdy umiera taka osoba jak Haneczka, rozumiemy jak wiele ubywa nas samych...

Edward E. Nowak